Temat religii w szkole dość często pojawia się w mediach jako pole bitwy między jej zwolennikami i przeciwnikami. Zaciekła walka dwóch przeciwstawnych obozów i wzajemne oskarżania generują niepotrzebne emocje i sprawiają, że meritum sprawy schodzi na dalszy plan.
I.
Powróćmy zatem do priorytetów, wśród nich do głównego, jakim jest skuteczny przekaz wiary. Jak wiemy jego nośnikiem nie jest wiedza lecz bezpośredni kontakt z wierzącym człowiekiem. Jest on szczególnie ważny właśnie w odniesieniu do dzieci, które nie umieją samodzielnie budować relacji w świecie dorosłych czy poszukać dla siebie przewodników. Nauczyciel religii jest zatem osobą, która tuż obok rodziców, decyduje o skuteczności przekazu wiary, pozostawia niezatarty ślad, często na całe życie. Kluczowy dla sprawy jest zatem konkretny człowiek, jego osobowość, styl życia autentycznie kierowany wiarą, czyli to wszystko, co świadczy o prawdzie przekazu. Z tej perspektywy doskonały system oświaty schodzi na dalszy plan.
Dla porównania, warto przypomnieć czasy, które niewielu już pamięta, kiedy to lekcje religii odbywały przy parafiach, bez żadnego wsparcia ze strony władz. O dziwo nie przyniosły one zaniku wiary, a wręcz przeciwnie, jej rozwój. Przyczyna nie leżała na pewno w otaczającym świecie, który był przecież w stosunku do religii jeszcze bardziej wrogi niż dziś. Dlatego mitem jest teza, że Kościół był miejscem schronienia przed komunistycznym reżimem. Wszak nawet wśród księży przeciwstawiali się jedynie nieliczni, co zrozumiałe w sytuacji gdy represje były naprawdę groźne. Jaka była zatem przewaga dawnego nauczania nad współczesnym nauczaniem w szkole?
Po przytoczonych wcześniej uwagach odpowiedź jest jasna – chodzi o osobę nauczyciela. Dawne lekcje religii umożliwiały przede wszystkim jego wybór. To rodzice decydowali o tym, gdzie dziecko będzie chodzić na religię. Dzięki temu miejsca, w których wiara promieniała skupiały rzesze ludzi. Z kolei tam, gdzie życie Ewangelią zdawało się przymierać, sale katechetyczne świeciły pustkami. Nowi uczniowie, zarażeni duchem wiary szybko dorastali i sami stawali się zdolni do jej przekazywania. Życie w Kościele rodziło nowe życie, tak jak to miało miejsce w pierwszych chrześcijańskich wspólnotach, czy później w kolejnych falach rozwoju . Od początków Kościoła uczniowie tworzyli wspólnoty wokół Jezusa po to, by z czasem zacząć nauczać i tworzyć nowe kręgi. W ten sposób wiara przekazywana była niejako przez pączkowanie.
Religia w szkole ucięła ten życiodajny proces. Stworzono system, któremu każdy musi się podporządkować. Potraktowani przedmiotowo rodzice nie mogą przy wyborze nauczyciela religii kierować się własnym rozeznaniem. Tym samym nie ma już szans na powstanie żywych ośrodków wiary skupionych wokół tych, którzy zdolni są ją być jej liderami. To prawda, że nauczyciele są weryfikowani przez swoich przełożonych czy to w szkole, czy w Kościele i to na pewno jest słuszne. Zatrzymano jednak proces naturalnego wzrostu, wtłaczając nauczanie religii w odgórnie narzucone struktury. Stworzono system trwały, stabilny, dający pewne korzyści zarówno Kościołowi jak i politykom, uniemożlwiający jednak żywy rozwój.
Oczywiście, struktury nie są złe. Porządkują wszak wiele działań, wspomagają organizację. Muszą jednak służyć rozwojowi życia. Inaczej mamy sytuację analogiczną do tej, w której państwo zbyt sztywno reguluje życie rodziny, niszcząc te naturalne więzi i ich życiodajną siłę.
II.
Czy zatem należałoby powrócić do nauczania w parafiach? Odpowiedź wcale nie jest tak jednoznaczna. W kraju i na kontynencie, który powstał dzięki rozwojowi chrześcijańskiej kultury, poznanie jej korzeni powinno przynależeć do podstawowego zakresu wykształcenia każdego obywatela, niezależnie od jego światopoglądu. Szkoła powinna być przekaźnikiem rzetelnej wiedzy dotyczącej zarówno historii jak doktryny Kościoła. Tu nie ma miejsca na dowolność, dlatego tego typu nauczanie, powinno być obowiązkowe.
Ponadto nauczanie w parafiach, choć sprzyjało powstawaniu żywych wspólnot, też niosło pewne zagrożenia. Izolacja od społeczeństwa i władz sprzyjała nieprawidłowościom, aż po tak mocno ostatnio nagłaśniane afery pedofilskie. Jest zatem oczywiste, że również tutaj potrzebna jest reforma. W tym temacie być może korzystny byłby większy udział kompetentnych osób świeckich, włączenie ich w system organizacji i kontroli nauczania parafialnego.
III.
Podsumowując, potrzebny jest głęboki namysł dotyczący dotychczasowego nauczania religii i wiedzy o Kościele z uwzględnieniem potrzeb zarówno wierzących jak i dla tych, którzy stronią od wiary stronią. Ważne jest też odnalezienie tego, co najbardziej wartościowe zarówno w nauczaniu w parafiach jak i w szkole, tak aby oba te systemy mogły stworzyć jedną, wzajemnie uzupełniającą się całość.
